Mroczna wieża
Prawdziwy mankament. Bo jak tu opisać cykl, który przez fanów Stephena Kinga został okrzyknięty ukorowaniem jego twórczości (a on przytaknął), w niewielkim tekście. Przecież tu co najmniej potrzeba obszernego elaboratu, by streścić jej wielowątkową fabułę. Zaczyna się niewinnie - ostatni rewolwerowiec, Roland z Gielad, podąża do Mrocznej Wieży, na iglicy której krzyżują się wszystkie światy, a na której odnajdzie sens ich istnienia, a co za tym idzie - także swój. W ostatnim etapie swojej życiowej wędrówki powołuje trójkę ludzi z naszego świata - nastolatka, kaleką Murzynkę i narkomana - by pomogła mu sfinalizować cel jego przeznaczenia. Powoli zacieśniana przyjaźń między nimi a rewolwerowcem w każdej chwili może zostać przerwana - bowiem nikt, kto kiedykolwiek mu pomagał, teraz nie żyje. Nie dajcie się zwieść temu streszczeniu! Nie oddaje on w najmniejszym ułamku całego sensu tego siedmiotomowego cyklu. Ba, nawet w pełni nie nakreśliłem jednego z bardzo jego wielu pobocznych wątków. To tylko skromne wprowadzenie, prolog do wstępu. Świat Mrocznej Wieży to świat pełen odniesień do współczesnego, naszego świata, nawiązań do akcji wcześniejszych bestsellerów Kinga. Dzieło doskonałe.